wtorek, 9 kwietnia 2013

Jeż w obliczu zmian



Dzisiaj, droga dziatwo, wspólnie z Wujem Jeżem zanurzycie się w świecie nadciągającej wielkimi krokami ery wysoko rozwiniętej technologii, a co za tym idzie – ogromnego postępu cywilizacyjnego.

Genezą rozmyślań, jakie zrodziły się w mojej kolczastej główce, jest między innymi osoba Henry'ego Jenkinsa i – jeśli można to tak nazwać – jego trzy postulaty. Otóż to, według pana Jenkinsa żyjemy obecnie w czasach kultury uczestnictwa, gdzie najważniejszy jest aktywny udział w społeczności. Pojawia się termin zbiorowej inteligencji, zgodnie z którym na ogólną wiedzę danej grupy składają się spostrzeżenia jej poszczególnych uczestników. Wszechobecna jest konwergencja, a więc przenikanie się różnych mediów. To właśnie z nią wiąże się pojęcie czarnej skrzynki, zwanej także ideałem konwergencji, w którym zawarte są wszystkie media. Teoria ta spotyka się jednak z krytyką ze strony Henry'ego Jenkinsa. Uważa on bowiem, że idea owej skrzynki jest pomyłką, ponieważ w swej idealnej formie na świecie powinna istnieć tylko jedna taka skrzyneczka podczas gdy jest ich wiele, a co chwila pojawiają się nowe, np. produkowane masowo komputery, tablety i telefony komórkowe nazywane teraz popularnie smartfonami.

Profesor Jenkins nie zgadza się z jeszcze jedną ważną rzeczą, a mianowicie z tezą proponowaną przez Kevina Warwicka - cybernetyka i wykładowcę University of Reading. Profesor ten, zwany „pierwszym cyborgiem” w oparciu o przeprowadzone eksperymenty twierdzi, że ludzie w przyszłości będą w stanie kontaktować się za pomocą myśli poprzez umieszczone w ich mózgach implanty. Te same urządzenia miałyby również umożliwić „instalację” informacji w ludzkim umyśle, co przywodzi na myśl takie filmy jak chociażby „Matrix” czy oparty na opowiadaniu Williama Gibsona „Johnny Mnemonic”. Z mojego jeżowego punktu widzenia śmiem twierdzić, iż należy rozróżnić w tym miejscu dwa rodzaje wspomnianej instalacji danych w mózgu. Informacje takie mogłyby być zapisane na mikrodysku, za pośrednictwem którego człowiek byłby w stanie korzystać z nich ad-hoc. Przykładowo nastolatek mógłby zapisać sobie tabliczkę mnożenia i, niekoniecznie rozumiejąc jej działanie, czy też będąc pozbawionym dobrych umiejętności matematycznych, korzystać z gotowych wyników jak ze ściągi na kartkówce. Przypomina to po trochu e-booka, tyle że z dostępem nie za pośrednictwem komputera, a mózgu – póki się go nie przeczyta nie ma się pełnej wiedzy. Wizji Gibsona bliższe byłoby jednak założenie, że taki użytkownik nie miałby dostępu do zapisanych na dysku danych – byłby raczej kurierem jak Johnny Mnemonic. Drugim rodzajem instalacji nazwałbym obecny w mózgu implant, pozwalający połączyć umysł z komputerem, a następnie wgrać do znajdującej się w nim karty pamięci jakąś wiedzę, a raczej oprogramowanie na zasadzie podobnej jak ta przedstawiona w filmie „Matrix”, zgodnie z którą umysł rzeczywiście przetwarza i analizuje pobierane w ekspresowym tempie informacje – sądzę, że dałoby to możliwość nie tylko posiadania informacji ale i pełnego jej zrozumienia. Oczywiście to tylko założenie mające na celu pokazać, że człowiek przy odpowiednim sposobie „instalacji” danych w umyśle (jeśli byłoby to kiedyś możliwe) byłby w stanie je magazynować, a przede wszystkim wykorzystywać w trakcie swojego życia.

Wizja, jaką wykreowałem w kilku wcześniejszych zdaniach, niesie ze sobą - rzecz jasna – pewne obawy i konsekwencje. Zwłaszcza w połączeniu z możliwością komunikacji bez słów, swobodnej wymiany myśli czy – o zgrozo! - czytania w nich. Hakerstwo ma swój początek w dziedzinie telekomunikacji, nie zdziwiłbym się więc, gdyby kiedyś z komputerów i sprzętów elektronicznych hakerzy przenieśli się na kradzież danych z ludzkich mózgów. Nasuwa mi się tutaj nawet pytanie, czy koncepcji wkradania się do ludzkich snów (kradzież informacji bądź kreacja idei) pochodzącej z filmu „Incepcja” nie powinniśmy już nazwać nowym rodzajem hakerstwa. Sam profesor Warwick przestrzega, że w przyszłości możemy mieć do czynienia z nowym rodzajem człowieka i ogromnymi zmianami społecznymi. Jeszcze straszniej to wygląda, jeśli weźmie się pod uwagę postulaty Jenkinsa i klasyczne cyberpunkowe motywy. Nie trudno jest bowiem wyobrazić sobie świat, w którym ludzie po przekroczeniu odpowiedniego wieku obowiązkowo mają instalowane w mózgu czipy lub implanty, które okażą się niezbędne do nauki i prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie – podobnie jak internet. Może pojawić się nawet nowa wersja Facebooka i sieci globalnej, z którą ludzie komunikować się będą za pośrednictwem komputera, którym oczywiście będzie ich własny mózg. Stale podłączeni do sieci przez wi-fi staną się narażeni na szpiegostwo i inwigilację. Prywatność przestanie mieć znaczenie, a ludzie przyzwyczajeni do nowego trybu życia nie będą świadomi zagrożeń jakie on ze sobą niesie.

Jednakże biorąc pod uwagę wszelakie czynniki, których łaskawie tutaj nie wymienię, pokuszę się o stwierdzenie, że ludziom osiągnięcie tak ogromnego postępu zarówno technologicznego, jak i cywilizacyjnego (jeśli rzeczywiście można nazwać to postępem, zwłaszcza z punktu widzenia człowieczeństwa) zajmie jeszcze długie lata. Podczas gdy my, jeże, już od dawna latamy rakietą na Marsa i na Snickersa.


PS. Jeż się dzisiaj niechybnie rozpisał, więc ten kto miłosiernie dotrwał do końca otrzymuje mentalny, ebonowy naszyjnik, +2 do zajedwabistości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz