Dzisiaj, droga dziatwo, wspólnie z Wujem Jeżem zanurzycie
się w świecie nadciągającej wielkimi krokami ery wysoko rozwiniętej
technologii, a co za tym idzie – ogromnego postępu cywilizacyjnego.
Genezą rozmyślań, jakie zrodziły się w mojej kolczastej
główce, jest między innymi osoba Henry'ego Jenkinsa i – jeśli można to tak
nazwać – jego trzy postulaty. Otóż to, według pana Jenkinsa żyjemy obecnie w
czasach kultury uczestnictwa, gdzie najważniejszy jest aktywny udział w
społeczności. Pojawia się termin zbiorowej inteligencji, zgodnie z którym na
ogólną wiedzę danej grupy składają się spostrzeżenia jej poszczególnych
uczestników. Wszechobecna jest konwergencja, a więc przenikanie się różnych
mediów. To właśnie z nią wiąże się pojęcie czarnej skrzynki, zwanej także
ideałem konwergencji, w którym zawarte są wszystkie media.
Teoria ta spotyka się jednak z krytyką ze strony Henry'ego Jenkinsa.
Uważa on bowiem, że idea owej skrzynki jest pomyłką, ponieważ w swej
idealnej formie na świecie powinna istnieć tylko jedna taka skrzyneczka podczas
gdy jest ich wiele, a co chwila pojawiają się nowe, np. produkowane masowo
komputery, tablety i telefony komórkowe nazywane teraz popularnie smartfonami.
Profesor Jenkins nie zgadza się z jeszcze jedną ważną
rzeczą, a mianowicie z tezą proponowaną przez Kevina Warwicka -
cybernetyka i wykładowcę University of Reading. Profesor ten, zwany „pierwszym
cyborgiem” w oparciu o przeprowadzone eksperymenty twierdzi, że ludzie w
przyszłości będą w stanie kontaktować się za pomocą myśli poprzez umieszczone w
ich mózgach implanty. Te same urządzenia miałyby również umożliwić
„instalację” informacji w ludzkim umyśle, co przywodzi na myśl takie filmy
jak chociażby „Matrix” czy oparty na opowiadaniu Williama Gibsona „Johnny
Mnemonic”. Z mojego jeżowego punktu widzenia śmiem twierdzić, iż należy
rozróżnić w tym miejscu dwa rodzaje wspomnianej instalacji danych w mózgu.
Informacje takie mogłyby być zapisane na mikrodysku, za pośrednictwem którego
człowiek byłby w stanie korzystać z nich ad-hoc. Przykładowo nastolatek mógłby
zapisać sobie tabliczkę mnożenia i, niekoniecznie rozumiejąc jej działanie, czy
też będąc pozbawionym dobrych umiejętności matematycznych, korzystać z gotowych
wyników jak ze ściągi na kartkówce. Przypomina to po trochu e-booka, tyle że z
dostępem nie za pośrednictwem komputera, a mózgu – póki się go nie przeczyta
nie ma się pełnej wiedzy. Wizji Gibsona bliższe byłoby jednak założenie, że
taki użytkownik nie miałby dostępu do zapisanych na dysku danych – byłby raczej
kurierem jak Johnny Mnemonic. Drugim rodzajem instalacji nazwałbym obecny
w mózgu implant, pozwalający połączyć umysł z komputerem, a następnie wgrać do
znajdującej się w nim karty pamięci jakąś wiedzę, a raczej oprogramowanie na
zasadzie podobnej jak ta przedstawiona w filmie „Matrix”, zgodnie z którą umysł
rzeczywiście przetwarza i analizuje pobierane w ekspresowym tempie informacje –
sądzę, że dałoby to możliwość nie tylko posiadania informacji ale i pełnego jej
zrozumienia. Oczywiście to tylko założenie mające na celu pokazać, że człowiek
przy odpowiednim sposobie „instalacji” danych w umyśle (jeśli byłoby to kiedyś
możliwe) byłby w stanie je magazynować, a przede wszystkim wykorzystywać
w trakcie swojego życia.
Wizja, jaką wykreowałem w kilku wcześniejszych zdaniach, niesie ze sobą - rzecz jasna – pewne obawy i konsekwencje. Zwłaszcza
w połączeniu z możliwością komunikacji bez słów, swobodnej wymiany myśli
czy – o zgrozo! - czytania w nich. Hakerstwo ma swój początek w dziedzinie
telekomunikacji, nie zdziwiłbym się więc, gdyby kiedyś z komputerów i sprzętów
elektronicznych hakerzy przenieśli się na kradzież danych z ludzkich mózgów.
Nasuwa mi się tutaj nawet pytanie, czy koncepcji wkradania się do ludzkich snów
(kradzież informacji bądź kreacja idei) pochodzącej z filmu „Incepcja” nie
powinniśmy już nazwać nowym rodzajem hakerstwa. Sam profesor Warwick
przestrzega, że w przyszłości możemy mieć do czynienia z nowym rodzajem
człowieka i ogromnymi zmianami społecznymi. Jeszcze straszniej to wygląda, jeśli weźmie się pod uwagę postulaty Jenkinsa i klasyczne cyberpunkowe motywy.
Nie trudno jest bowiem wyobrazić sobie świat, w którym ludzie po
przekroczeniu odpowiedniego wieku obowiązkowo mają instalowane w mózgu czipy
lub implanty, które okażą się niezbędne do nauki i prawidłowego
funkcjonowania w społeczeństwie – podobnie jak internet. Może pojawić się
nawet nowa wersja Facebooka i sieci globalnej, z którą ludzie komunikować się
będą za pośrednictwem komputera, którym oczywiście będzie ich własny mózg.
Stale podłączeni do sieci przez wi-fi staną się narażeni na szpiegostwo
i inwigilację. Prywatność przestanie mieć znaczenie, a ludzie
przyzwyczajeni do nowego trybu życia nie będą świadomi zagrożeń jakie on ze sobą
niesie.
Jednakże biorąc pod uwagę wszelakie czynniki, których
łaskawie tutaj nie wymienię, pokuszę się o stwierdzenie, że ludziom osiągnięcie
tak ogromnego postępu zarówno technologicznego, jak i cywilizacyjnego (jeśli
rzeczywiście można nazwać to postępem, zwłaszcza z punktu widzenia
człowieczeństwa) zajmie jeszcze długie lata. Podczas gdy my, jeże, już od dawna
latamy rakietą na Marsa i na Snickersa.
PS. Jeż się dzisiaj niechybnie rozpisał, więc ten kto
miłosiernie dotrwał do końca otrzymuje mentalny, ebonowy naszyjnik, +2 do
zajedwabistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz